0
Dlaczego firmy zamawiają kalendarze reklamowe już w sierpniu – i mają rację

Dlaczego firmy zamawiają kalendarze reklamowe już w sierpniu – i mają rację

Sierpień kojarzysz z urlopem i lodziarnią, a nie z planowaniem roku. Ale w świecie gadżetów reklamowych to właśnie teraz zaczyna się wyścig, który wygrywa tylko ten, kto ruszył pierwszy.

Sierpień? Już? No właśnie – już.

Wyobraź sobie Anię z działu marketingu. Jest środek sierpnia, za oknem 32 stopnie, połowa biura na urlopie. Ania siedzi przy laptopie z kawą i... zamawia kalendarze na przyszły rok. Jej koleżanka z sąsiedniej firmy śmieje się w głos: „Poważnie? Przecież do Nowego Roku jeszcze wieki!"

Pięć miesięcy później ta sama koleżanka dzwoni spanikowana do drukarni z pytaniem, czy da się zrobić 500 sztuk w tydzień przed świętami. Odpowiedź jest krótka i niewesoła.

Historia stara jak branża reklamowa, a jednak co roku powtarza się w dziesiątkach firm. Więc dlaczego sierpień to tak naprawdę idealny moment? Rozkładamy to na czynniki pierwsze.

Drukarnie mają swój rytm – i nie tańczą na zawołanie

Produkcja kalendarzy reklamowych to nie wydrukowanie pliku w domowym biurze. To proces, który obejmuje projekt graficzny, akceptację, przygotowanie do druku, sam druk, introligatorstwo i wysyłkę. Każdy etap potrzebuje czasu.

Wrzesień i październik to już w branży poligraficznej gorący sezon. Moce produkcyjne są rezerwowane z wyprzedzeniem, terminy się wydłużają, a ceny – nie zawsze maleją. Kto zamawia w sierpniu, wybiera spokojnie: ma czas na poprawki projektu, może negocjować, dostaje towar bez nerwów.

Kto czeka do listopada? Ten gra w rosyjską ruletkę z terminem dostawy.

Kalendarz to nie gadżet – to wizytówka, która zostaje na rok

Długopis leży w szufladzie. Kubek trafia do zmywarki. A kalendarz wisi na ścianie przez dwanaście miesięcy – w gabinecie klienta, na recepcji kontrahenta, przy biurku partnera biznesowego. Każdego dnia przypomina, czyje logo tam widnieje.

To jeden z tych nielicznych nośników reklamowych, który nie irytuje, nie nachodzi, nie spamuje. Po prostu jest – użyteczny, elegancki, obecny. Dlatego firmy, które raz doświadczyły efektu „klient sam zadzwonił, bo zobaczył logo", wracają do kalendarzy rok po roku.

I właśnie dlatego chcą mieć pewność, że będą gotowe na czas. Bo co z tego, że zaplanowałeś świetną dystrybucję przed świętami, skoro paczka dotrze 3 stycznia?

Jak wygląda spokojne planowanie – krok po kroku

Firmy, które zamawiają wcześnie, zazwyczaj mają podobny rytm działania. Najpierw decydują o rodzaju kalendarza – czy to będzie ścienny, trójdzielny, biurkowy, czy może książkowy. Potem zbierają zdjęcia produktów lub współpracują z grafikiem nad projektem. Następnie składają zamówienie z wyprzedzeniem i... zapominają o sprawie do momentu, gdy towar przyjeżdża gotowy.

Brzmi luksusowo? Bo tak właśnie jest.

  • Więcej czasu na dopracowanie projektu graficznego
  • Możliwość spokojnej weryfikacji próbki przed drukiem
  • Brak dopłat za ekspresową realizację
  • Gotowy towar w magazynie zanim zaczną się święta
  • Spokój głowy – bezcenny

Ania miała rację. I Ty możesz mieć tak samo

Sierpień to nie za wcześnie. Sierpień to właśnie w punkt. To moment, gdy rynek jeszcze nie szaleje, wybór jest szeroki, a czas pracuje na Twoją korzyść – nie przeciw Tobie.

Więc jeśli właśnie siedzisz przy kawie i myślisz „może by tak ogarnąć te kalendarze"… to jest to ten właśnie moment. Ania Ci kibicuje.

Zobacz pozostałe wpisy